poniedziałek, 22 lipca 2013

Chwila szczerości.

Tak trudno mi się do tego przyznać, odkąd zaczęłam studiować strasznie się zaniedbałam. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Przestałam patrzeć na to co jem, o której godzinie i w jakich okolicznościach. Wierzę, że to co napiszę otworzy komuś oczy, albo po prostu sama w końcu się zmotywuję do pracy nad sobą.
Zawsze wydawało mi się, że nigdy nie przytyję, do dziś pamiętam jak kilka lat temu babcia stała mi nad talerzem i liczyła łyżki zupy, żebym mogła wyjść gdziekolwiek. Słysząc, że ktoś ma problem z wagą myślałam- dobrze, że mnie to nie czeka. A jednak.. Fakt, nie mam nadwagi, teraz moje BMI to 20,4 i jest to jak najbardziej prawidłowa waga, ale czuję się okropnie w swojej skórze. Zauważyłam jakieś fałdki, boczki.. okropieństwo!
Przez dwa lata studiowania przytyłam 8kg (!), na początku zwalałam winę na tabletki hormonalne, ale po ich odstawieniu waga nadal szła w górę. Zawsze znalazło się jakieś wytłumaczenie: a to sesja (więc nie mogę niedojadać), a to za późno wstałam i nie zdążyłam zjeść (fast food i słodycze zawsze dostępne i przynajmniej na chwilę nie czułam ssania w żołądku)...
Krótka przerwa między zajęciami? -kawusia i ciasteczko (ba! nie jedno ciasteczko, całe opakowanie ciastek!) Do tego siedzący tryb życia, gdzie jedynym ruchem było pójście do toalety, na uczelnie i do sklepu (po jedzenie oczywiście)..

I zrobił się ze mnie pulpecik.. :) Nie czuję się już dawną "sobą", w najgorszym okresie mojej figury były emitowane końcowe odcinki Top Model, gdzie Zuza walczyła, pracowała nad swoją sylwetką i osiągnęła sukces. Bardzo mnie motywowała, ale wtedy zbliżała się sesja.. I kółko się zamyka.

Byłam (jestem?) uzależniona od jedzenia- najbardziej od czekolady, czasem gdy mi jej brakuje mam zły humor i nie mogę się na niczym skupić. Wiem, że zawiera ona dużo serotoniny, czyli hormonu szczęścia, ale czy w tym tkwi problem? Podobno czekolada też jest "narkotykiem" i uzależnia.

Od dziś zaczynam ćwiczyć, codziennie. W miarę możliwości z auta przerzucam się na rower, wieczorami seryjka brzuszków, ćwiczenia na nogi. Oczywiście postaram się też nie jeść śmieciowych rzeczy, ale niezdrowo jest też tak od razu coś odstawiać, więc zrobię to stopniowo. Chciałabym tutaj przypieczętować moje postanowienie, dlatego piszę to publicznie. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki :**

5 komentarzy:

  1. Kochana łatwo stracić nad sobą kontrolę... Szczególnie jeśli kocha się jeść. Ja kiedyś byłam grubsza o jakieś 14 kg! Udało mi się to zrzucić, ale tylko dzięki silnej woli. Teraz wyglądam o niebo lepiej, ale i tak nie jestem tak szczupła jak bym chciała, ale to już inna sprawa :)
    W każdym razie ja też kocham jeść, ale wiem ile mnie kosztowało zrzucenie tych kg, dlatego mocno się ograniczam, nie mogę sobie pozwalać na niektóre pyszności, co jest dla mnie męką, bo tak samo jak Ty kocham jeść :)
    Wiem jak to jest źle czuć się w swoim ciele i jeśli Ty poczułaś się źle i te 8kg więcej stanowi dla Ciebie problem to ja życzę Ci wytrwałości i powodzenia w zrzucaniu wagi !
    Dużo daje rower, a bez słodyczy da się żyć, najgorsze jest kilka dni po odstawieniu słodkości, a później już nie jest źle także dasz radę!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Według mnie wyglądasz bardzo dobrze. Ale to Ty masz się czuć dobrze :) Jedyne co mogę powiedzieć jeszcze to wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mocno trzymam za Ciebie kciuki ;*
    moim zdaniem wygladasz teraz dobrze, ale zdrowsze odżywianie, ćwiczenia i aktywny tryb życia dobrze zrobi nie tylko figurze, ale wydaje mi się, że i samopoczucie Ci się poprawi i z biegiem czasu będziesz mieć więcej zapału i energii ;)

    U mnie na blogu wakacyjny konkursik:
    http://alabastrowapanna.blogspot.com/2013/07/konkurs-konkurs-konkurs.html

    GORĄCO ZAPRASZAM ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy następna stylizacja? :-) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodoba mi się Twój blog, to go zaobserwuję.:)
Uprzejmie proszę NIE SPAMOWAĆ!
Odwiedzam wiele blogów, na pewno do Ciebie wpadnę :)